A A A
Dzięki Gosi z Gdańska
magia tamtych chwil pozostanie z nami na długie jesienne wieczory.

Z Goreckim Różańcem Wędrowanie
I. Wgorcewzięcie. Czwarta Tajemnica Chwalebna.
Miodookiej Pani
Pisk mewi budzi poranną kantyczką
Ale myśl wędruje na gorczańskie polany
Zasnuwa się słodycz goryczką...
Dlaczego to piękno tak boli?
Przyjdź Pani Miodooka
I ulecz mnie z piękna
Ziemskiego
Otocz pozłotą wspomnienia
Słodkiej patyny blaskiem
Zapal mnie
Przejdź przez polany percie wraz ze mną
I ocal co było święte
Jeszcze raz
Swym spojrzeniem
Wiecznym nad słońce
Ogarnij nas
Spopiel co przechodnie
I ocal wagabundę
w duszy naszej
Obleczona w słońce na Turbaczu
Stąpająca na księżycu Gorca
Wychyl nas do dna!
Jak trunek w kuflu na Maciejowej
Jak jagody chciwie gniecione
W gniazdeczkach dłoni
Pani ziół i świerszczy
I ścieżek poplątanych
W dół i górę
Nasyć nasze nasycenie
Tym co niepewne
Niespełnione
Co pięknem odwiecznym
Wylej zapomnienie i nasze ekstazy
Przyprósz tęsknotą
Za ścieżką złotą
II. W Gorczańskiej chacie
Tu ziąb
Nie mroźny
Diabeł też niegroźny
Nie brakuje chleba ani drwa
gdzieśmy byli?
....
Tu ryż z jabłkami
Ty myszki z kotkami
Tu my jak nie my
gdzieśmy byli?
....
W pokoju okienko
W okienku panienka
W ciemności księżycowy blask
Gdzieśmy byli?
.....
Makatka malowana
Historia haftowana
Wiejski kicz?
Gdzieśmy byli?
.....
III. Ukryty - droga na Turbacz
Góry
niespokojne bez Ciebie i puste
Sto rzek i ich bieg
Tysiąc mórz dziki busz
Życie traw milion spraw
Przejdę
Słowom przywrócę
Szczęście swoje
Co je w sercu mam
Odnajdę
Odrzucę
Maszeruje Pobekuje
Spokojne stado i tłuste
IV. Bałtyk i Gorce wieczorem
Dzisiaj morze
Wzburzone Zazdrosne
Gniewa się
Nie wierzy
Moim historiom
Zatopić!
Zagrzebać!
Zapomnieć!
W wody
Bałtyku jak Styksu
Porzucę
Kamyki dwa
Trzy lata ostatnie
Orkanowskie biedy cztery
Sto iskier na Lubaniu
Tysięczne twe chimery
Milion moich wad
W fantazjach dumaniu
Nieprawda!
Ryczy morze
Górskie miraże Wyobraźnia poetki!
Zatopię zmyślenia przedmioty pragnienia
Pierwszy polar w odmęty!
Lecz co widzę oto
Ślady iskier z Lubania
Wypaliło ognisko
Byłam wysoko
Gdy iskry spadły
nisko
V. Słońce sierpniowe więcej w nas widzi
Prześwietlaj
Co utajone
Co skrywane
Rzęs przymrużeniem
Źrenicą pociemniałą
Zatrzymane
Jak w micie
Przechowane
Wyciśnij w nas pieczęć
Sierpniowej włóczęgi
Na cały rok
Niech śladem będzie
Gdy smutnie
Gdy mrok
Że się stało
Że było
Że szczęście
Jak słońce w zenicie
Dopięło się w nas
VI. Przyjaciółce wędrówki
Razem
Raz za razem
Krok
Razem
Rozczulone
Krajobrazem
We dwie
W tysiąc plot
W senny lot
W namiot
Razem w to słońce
Gdy przeszłe przyszłe i teraz
Stawało ogniem
Stawało się jednem
Przyjaciółce
Wiecznych chwil
Pochylonej nad ideą
Jak nad mapą nad garnkiem
Konkretnie
Cieleśnie
VII. Góral i Góralka - wiek prawie XX
Jeśli mnie kochać nie przestaniesz
Rozpalę ogień na polanie
Hej!
Warkoczem zapiszę na niebie
Ikonę tęczę i baśniową dal
Hej!
Czy zagra nam Pan
Panie Chagal?
Zwykłe nasze waśnie
przeanielą baśnie
że hej!
Makatki anioły guziki
Zaproszę do magicznej muzyki
Do tańca
Hej!
Czy zagra nam Pan
Panie Chagal?
Może twoje dąsy
Ogniste zaczarują pląsy
Posmakuję twoje wąsy
Gdy przyprawią mnie
O pąsy
hej!
VIII. Niebo w oranżach - Ochotnica Dolna
Dlaczego wymyśliłeś
Słońce
Tak dawno
Dlaczego wymyśliłeś
Słońce
Tylko jedno
Ty jesteś jedna
Dla mnie samej to mało
I światów tyle tu wokół...
Stwarzaj słońca codziennie!
choćby dla mnie je stwarzaj!
Stwarzaj słońca płomiennie
Słomką żółtkiem oranżem
Słonka na nowo wyplataj!
I gdy jesień nadejdzie
Zapal domu naszego Słońca:
Pomarańcze i herbaciane róże
Z niedzielnej szarlotki
Cztery wiejskie żółtka kurze
I te nasze Słońca
Jak na Gorcu
Gorące
Goreją niech w nas
Niechaj kulka czerwona
Spływa od piwniczki do komina
Dogłębna przenikliwa wpatrzona
Niczym Dobre Oko Boga
Niech oczarowuje nas i zaklina...
Oranży pełen koszyk nam wręczysz
Jak słońc kształtom i kolorom
Przydasz oranżu w poranki czyste
I płomiennej czerwieni wieczorom
Rozczepisz w burze dżdżyste
Światło jak z Lubania w kolorach tęczy
Okrągłe lepkie się mienią
Słodyczą toczone kuleczki
Wytrysną z komina uległe
Zabarwiać czerwienią
Twoje Goreckie przestworza rozległe
IX. Wędrowcy w górskim strumyku (Ochotnica Górna)
Chciwie
Obficie
Zachłannie
W tę wodę trzeba wejść
Nieobutym
Z siebie wyzutym
Dzieckiem
Zakurzonych drogą
Utrudzonych wędrówką
Unurzanych w kaskadach
Płonących słońc
Zanurz
W strumienia rwący nurt
Pokrop
Blaskiem wody prześwietlonej słońcem
Jeśliś naga duszo
I bosa
Niechaj Cię orzeźwi
Górska Boska Rosa
X.
1. Jestem jeszcze nie tutaj
Zapłonęło słońce
Wessało się we mnie
Przeniknęło głęboko
Rozpulsowało do cna
Poczęło się Słowo
Zastygłam w tym słońcu
Jak owad w bursztynie
Zbyt pospiesznie zachłannie
Wypiłam te dni
Wracać do siebie trzeba
Rozważnie i skrycie
Nie mówić zbyt dużo
Ani śmiać się zbyt często
Z ciężarem tych chwil uśmiechnąć raz się
jak matka która
pierwszy raz nazwie dziecko: syn
2. Szybka-co niemożliwe-podróż PKP gdy w Gorcach straszy
Za szybko i nagle
Odleciało ciało
A na połoninie dusza
Jak po zaświatach
Przetacza się w mgle
Niezgrabna pękata
Biedronka co się na plecach rusza
Wielokrotnie pęka
Od nadmiaru piękna
Jak iść do pracy bez duszy choćby tak ułomnej
Bogiem przetrąconej
Jak chodzić po górach gdy straszy
Spółko PKP
Utwórz przedziały dla dusz zachwyconych
Ciężarnych
Pięknem człowiekiem i bólem świata
XI. Końce
jeśli mnie latem odwołasz
do wiecznych wrześni jesieni
jak z gór zejdę niechętnie
że dni jeszcze trzy albo cztery
że drzewo i ogień jeszcze nie gotowe
gdy życie rani
kończyć dobrze nie umiem
prostsze przejścia zejścia odejścia
gdy sierpniem wiatr hula na grani
XII. Wcielenie. Pierwsza Tajemnica Radosna.
Słońce figluje na polanie
Przenika lilie polne i róże
Gęstnieje napina się powietrze
Jakby lecz nie idzie na burzę
Pączek rozchylił swą czerwień
Poczyna się muzyka z krwi
głodne pęcznieją wargi
Bezwstydne słońce
W gęstej przejrzystości...
Igra czy drwi
Smaki kolory dźwięki
Wsączamy w siebie
Kropelkami
W takim słońcu nie jem i nie śpię
Z powietrza spijam słodycze
Spływa wysłowienie w usta
Miody pijmy!
Ze szmeru traw
Z wietrznych gałązek i liści
Soki Słodkie
W siebie wsączajmy !
Krople krwawe maliny
Spijajmy!
Lepki smak przylgnął podniebiennie
Chmury smakują jak lody malinowe
Pijmy!
Spijajmy!
Lepką ciecz
Spijajmy z pól nektary
Spijajmy soki lepkie
Smakujmy wonie lata
Szmery muskajmy łagodne
Zdrowie Niebian wychylmy
Ziemię słońce śmiało obnaża
Pyły spadają z gwiazd jak kamienie
Ocienić tajemnicę ołtarza
Wonie kolory i kształty szukają Słowa
Pieszczą nas czule promienie
Wysokim C zabrzmiała łąka płowa
Jakże pieści nas
Ten czas
W darze wezbrane głody
Nasycone w Panny gody!
Z goreckich łąk spłynęła
Łagodna Panna Miodna
Ora pro nobis Virgo płodna
Zapraszamy również do obejrzenia galerii zdjęć z "Gorczańskiego Trójstyku".
Czy wędrówki po górach mogą inspirować? Oj, oczywiście, że tak. Trzeba tam być, przez chwilę... aby codzienną myślą powracać.
Schronisko harcerskie Bene
Z Goreckim Różańcem Wędrowanie
I. Wgorcewzięcie. Czwarta Tajemnica Chwalebna.
Miodookiej Pani
Pisk mewi budzi poranną kantyczką
Ale myśl wędruje na gorczańskie polany
Zasnuwa się słodycz goryczką...
Dlaczego to piękno tak boli?
Przyjdź Pani Miodooka
I ulecz mnie z piękna
Ziemskiego
Otocz pozłotą wspomnienia
Słodkiej patyny blaskiem
Zapal mnie
Przejdź przez polany percie wraz ze mną
I ocal co było święte
Jeszcze raz
Swym spojrzeniem
Wiecznym nad słońce
Ogarnij nas
Spopiel co przechodnie
I ocal wagabundę
w duszy naszej
Obleczona w słońce na Turbaczu
Stąpająca na księżycu Gorca
Wychyl nas do dna!
Jak trunek w kuflu na Maciejowej
Jak jagody chciwie gniecione
W gniazdeczkach dłoni
Pani ziół i świerszczy
I ścieżek poplątanych
W dół i górę
Nasyć nasze nasycenie
Tym co niepewne
Niespełnione
Co pięknem odwiecznym
Wylej zapomnienie i nasze ekstazy
Przyprósz tęsknotą
Za ścieżką złotą
II. W Gorczańskiej chacie
Tu ziąb
Nie mroźny
Diabeł też niegroźny
Nie brakuje chleba ani drwa
gdzieśmy byli?
....
Tu ryż z jabłkami
Ty myszki z kotkami
Tu my jak nie my
gdzieśmy byli?
....
W pokoju okienko
W okienku panienka
W ciemności księżycowy blask
Gdzieśmy byli?
.....
Makatka malowana
Historia haftowana
Wiejski kicz?
Gdzieśmy byli?
.....
III. Ukryty - droga na Turbacz
Góry
niespokojne bez Ciebie i puste
Sto rzek i ich bieg
Tysiąc mórz dziki busz
Życie traw milion spraw
Przejdę
Słowom przywrócę
Szczęście swoje
Co je w sercu mam
Odnajdę
Odrzucę
Maszeruje Pobekuje
Spokojne stado i tłuste
IV. Bałtyk i Gorce wieczorem
Dzisiaj morze
Wzburzone Zazdrosne
Gniewa się
Nie wierzy
Moim historiom
Zatopić!
Zagrzebać!
Zapomnieć!
W wody
Bałtyku jak Styksu
Porzucę
Kamyki dwa
Trzy lata ostatnie
Orkanowskie biedy cztery
Sto iskier na Lubaniu
Tysięczne twe chimery
Milion moich wad
W fantazjach dumaniu
Nieprawda!
Ryczy morze
Górskie miraże Wyobraźnia poetki!
Zatopię zmyślenia przedmioty pragnienia
Pierwszy polar w odmęty!
Lecz co widzę oto
Ślady iskier z Lubania
Wypaliło ognisko
Byłam wysoko
Gdy iskry spadły
nisko
V. Słońce sierpniowe więcej w nas widzi
Prześwietlaj
Co utajone
Co skrywane
Rzęs przymrużeniem
Źrenicą pociemniałą
Zatrzymane
Jak w micie
Przechowane
Wyciśnij w nas pieczęć
Sierpniowej włóczęgi
Na cały rok
Niech śladem będzie
Gdy smutnie
Gdy mrok
Że się stało
Że było
Że szczęście
Jak słońce w zenicie
Dopięło się w nas
VI. Przyjaciółce wędrówki
Razem
Raz za razem
Krok
Razem
Rozczulone
Krajobrazem
We dwie
W tysiąc plot
W senny lot
W namiot
Razem w to słońce
Gdy przeszłe przyszłe i teraz
Stawało ogniem
Stawało się jednem
Przyjaciółce
Wiecznych chwil
Pochylonej nad ideą
Jak nad mapą nad garnkiem
Konkretnie
Cieleśnie
VII. Góral i Góralka - wiek prawie XX
Jeśli mnie kochać nie przestaniesz
Rozpalę ogień na polanie
Hej!
Warkoczem zapiszę na niebie
Ikonę tęczę i baśniową dal
Hej!
Czy zagra nam Pan
Panie Chagal?
Zwykłe nasze waśnie
przeanielą baśnie
że hej!
Makatki anioły guziki
Zaproszę do magicznej muzyki
Do tańca
Hej!
Czy zagra nam Pan
Panie Chagal?
Może twoje dąsy
Ogniste zaczarują pląsy
Posmakuję twoje wąsy
Gdy przyprawią mnie
O pąsy
hej!
VIII. Niebo w oranżach - Ochotnica Dolna
Dlaczego wymyśliłeś
Słońce
Tak dawno
Dlaczego wymyśliłeś
Słońce
Tylko jedno
Ty jesteś jedna
Dla mnie samej to mało
I światów tyle tu wokół...
Stwarzaj słońca codziennie!
choćby dla mnie je stwarzaj!
Stwarzaj słońca płomiennie
Słomką żółtkiem oranżem
Słonka na nowo wyplataj!
I gdy jesień nadejdzie
Zapal domu naszego Słońca:
Pomarańcze i herbaciane róże
Z niedzielnej szarlotki
Cztery wiejskie żółtka kurze
I te nasze Słońca
Jak na Gorcu
Gorące
Goreją niech w nas
Niechaj kulka czerwona
Spływa od piwniczki do komina
Dogłębna przenikliwa wpatrzona
Niczym Dobre Oko Boga
Niech oczarowuje nas i zaklina...
Oranży pełen koszyk nam wręczysz
Jak słońc kształtom i kolorom
Przydasz oranżu w poranki czyste
I płomiennej czerwieni wieczorom
Rozczepisz w burze dżdżyste
Światło jak z Lubania w kolorach tęczy
Okrągłe lepkie się mienią
Słodyczą toczone kuleczki
Wytrysną z komina uległe
Zabarwiać czerwienią
Twoje Goreckie przestworza rozległe
IX. Wędrowcy w górskim strumyku (Ochotnica Górna)
Chciwie
Obficie
Zachłannie
W tę wodę trzeba wejść
Nieobutym
Z siebie wyzutym
Dzieckiem
Zakurzonych drogą
Utrudzonych wędrówką
Unurzanych w kaskadach
Płonących słońc
Zanurz
W strumienia rwący nurt
Pokrop
Blaskiem wody prześwietlonej słońcem
Jeśliś naga duszo
I bosa
Niechaj Cię orzeźwi
Górska Boska Rosa
X.
1. Jestem jeszcze nie tutaj
Zapłonęło słońce
Wessało się we mnie
Przeniknęło głęboko
Rozpulsowało do cna
Poczęło się Słowo
Zastygłam w tym słońcu
Jak owad w bursztynie
Zbyt pospiesznie zachłannie
Wypiłam te dni
Wracać do siebie trzeba
Rozważnie i skrycie
Nie mówić zbyt dużo
Ani śmiać się zbyt często
Z ciężarem tych chwil uśmiechnąć raz się
jak matka która
pierwszy raz nazwie dziecko: syn
2. Szybka-co niemożliwe-podróż PKP gdy w Gorcach straszy
Za szybko i nagle
Odleciało ciało
A na połoninie dusza
Jak po zaświatach
Przetacza się w mgle
Niezgrabna pękata
Biedronka co się na plecach rusza
Wielokrotnie pęka
Od nadmiaru piękna
Jak iść do pracy bez duszy choćby tak ułomnej
Bogiem przetrąconej
Jak chodzić po górach gdy straszy
Spółko PKP
Utwórz przedziały dla dusz zachwyconych
Ciężarnych
Pięknem człowiekiem i bólem świata
XI. Końce
jeśli mnie latem odwołasz
do wiecznych wrześni jesieni
jak z gór zejdę niechętnie
że dni jeszcze trzy albo cztery
że drzewo i ogień jeszcze nie gotowe
gdy życie rani
kończyć dobrze nie umiem
prostsze przejścia zejścia odejścia
gdy sierpniem wiatr hula na grani
XII. Wcielenie. Pierwsza Tajemnica Radosna.
Słońce figluje na polanie
Przenika lilie polne i róże
Gęstnieje napina się powietrze
Jakby lecz nie idzie na burzę
Pączek rozchylił swą czerwień
Poczyna się muzyka z krwi
głodne pęcznieją wargi
Bezwstydne słońce
W gęstej przejrzystości...
Igra czy drwi
Smaki kolory dźwięki
Wsączamy w siebie
Kropelkami
W takim słońcu nie jem i nie śpię
Z powietrza spijam słodycze
Spływa wysłowienie w usta
Miody pijmy!
Ze szmeru traw
Z wietrznych gałązek i liści
Soki Słodkie
W siebie wsączajmy !
Krople krwawe maliny
Spijajmy!
Lepki smak przylgnął podniebiennie
Chmury smakują jak lody malinowe
Pijmy!
Spijajmy!
Lepką ciecz
Spijajmy z pól nektary
Spijajmy soki lepkie
Smakujmy wonie lata
Szmery muskajmy łagodne
Zdrowie Niebian wychylmy
Ziemię słońce śmiało obnaża
Pyły spadają z gwiazd jak kamienie
Ocienić tajemnicę ołtarza
Wonie kolory i kształty szukają Słowa
Pieszczą nas czule promienie
Wysokim C zabrzmiała łąka płowa
Jakże pieści nas
Ten czas
W darze wezbrane głody
Nasycone w Panny gody!
Z goreckich łąk spłynęła
Łagodna Panna Miodna
Ora pro nobis Virgo płodna
Zapraszamy również do obejrzenia galerii zdjęć z "Gorczańskiego Trójstyku".
Czy wędrówki po górach mogą inspirować? Oj, oczywiście, że tak. Trzeba tam być, przez chwilę... aby codzienną myślą powracać.





.jpg)













